|
|
|


Anomalie pogodowe XX wieku.
Anomalia /z greckiego nierówność/ - odchylenie od normy, od ogólnej reguły, nieprawidłowość.
Należałoby teraz w miarę możliwości określić co uznamy za anomalie, a co nie? Niechaj tu posłuży jako przykład miesięczna suma opadu.
W tragicznym dla nas roku 1997 zanotowaliśmy w lipcu opad - 374,4 litra wody na każdy m2 (z czego trzy czwarte tej sumy w 1 dekadzie miesiąca) - tj. o przeszło 154 litry więcej od wcześniejszego maksimum (220,2 mm) w lipcu roku 1966. W innych regionach Polski (Sudety i przedgórze Sudeckie, Karpaty i Podkarpacie), czy na Morawach (w Czeskiej Republice) stosunek opadu lipcowego do średniej wieloletniej był jeszcze bardziej zwielokrotniony. Skutki tych opadów i powodzi, które za sobą owe opady niosły, trwają do dziś. Mówimy w tym wypadku o anomalii opadowej.
W tym samym czasie, w Czerapundżii (stan Assam, Indie) spadło prawie czterokrotnie więcej wody i ... faktu tego nikt za anomalie opadową nie uważa. Dlaczego? Dlatego, że w tej położonej na południowych zboczach gór Garo-Khasi Dżajantija osadzie, otrzymującej opady z obfitych w wilgoć monsunów jest to zjawisko normalne. Wieloletnia roczna suma opadów przekracza tam 11000 mm ( u nas średnio 670 mm).
Tak więc, w meteorologii za anomalię uważa się odchylenia temperatury (skrajnej, średniej), opadów, prędkości wiatru czy nawet liczby burz, huraganów, tornad od średnich miesięcznych, rocznych, wieloletnich lub od średnich obliczonych, np. dla danego pasa szerokości geograficznej.
Aby porównać skalę polskiej powodzi z 1997 roku - którą nazwaliśmy "powodzią tysiąclecia" - z podobnymi tego typu katastrofami wynikającymi z opadowych anomalii, przykładowo wspomnieć należy chociażby o powodzi, która miała miejsce latem 1993 roku w górnym biegu Missisipi czy zimowych powodziach w grudniu 1993 i styczniu 1995 na Renie.
Od rozpoczęcia rejestracji opadów w 1895 roku w zlewisku Missisipi opady z 1993 roku były największe nie tylko od kwietnia do lipca, ale także w czerwcu i lipcu oraz tylko w lipcu. W wielu miejscach w stanach Iowa i Kansas poziom opadów w ciągu czterech miesięcy przewyższył normę roczną. Ocenia się, że takie sytuacje mogą występować raz na 200 - 1000 lat. Na północ od miasta, gdzie Missouri wpada do Missisipi, szerokość rozlanych wód sięgnęła 32 kilometrów. W dziewięciu stanach zalanych zostało ponad 7 milionów hektarów. Straty w uprawach były ogromne. Prawie 50 000 domów uległo uszkodzeniu lub zniszczeniu, a 85 000 ludzi musiało opuścić swoje domostwa. Bezpośrednie skutki ekonomiczne oceniono na przeszło 15 miliardów dolarów. Śmierć poniosło 48 osób.
W grudniu 1993 roku na znacznym obszarze zlewni Renu i jego dopływów wystąpiły wyjątkowo obfite deszcze. Podczas pierwszego okresu deszczów w niektórych częściach tego rejonu poziom opadów trzykrotnie przekroczył średnią grudniowa. W takich miastach jak Kolonia i Koblencja, stan wody przekroczył o 6 cm poziom notowany podczas powodzi z 1926 roku, która była największa na przestrzeni ostatnich dwóch stuleci (Fink, Ulbrich &Engel (1996) .
Również mocno ucierpiała Belgia, wschodnia część Francji i południowo-wschodnia Holandia. Tylko w Niemczech straty oszacowano na 600 mln $.
Po 13 miesiącach sytuacja powtórzyła się. W belgijskich Ardenach i niektórych częściach północnej Francji wystąpiła najbardziej wilgotna pogoda w tym stuleciu.
W najgorszej sytuacji znalazła się Holandia. W pewnym momencie niewiele brakowało, aby powódź podmyła tamy chroniące przed dostępem do Morza Północnego, co doprowadziłoby do niewyobrażalnej wręcz katastrofy. Musiano ewakuować 200 000 ludzi. Na szczęście tamy wytrzymały, ale dwie tak potężne powodzie jedna po drugiej wzbudziły wiele wątpliwości, czy nie należy tego uznać za przejaw już nie tylko anomalii pogodowej lecz wręcz klimatycznej, uznać za przejaw tendencji ocieplania się klimatu.
Ze względu na ograniczone możliwości czasowe i jednoczesny brak wiarygodnych danych z owych obszarów jedynie wspomnieć należy o nieustających problemach Bangladesz, gdzie na skutek wylewów Gangesu i Brahmaputry, często obydwu rzek jednocześnie, nie wspominając o morderczych cyklonach, tylko w ciągu ostatnich 50 lat śmierć poniosło wiele set tysięcy ludzi (13 listopada 1970 r. - około 300 tys. ofiar), a kilkadziesiąt milionów pozostało bez dachu nad głową.
Podobnie tragiczne żniwo zebrały rozlane wody Huang-ho i Jangcy w Chinach, czy wody i lawiny błotne będące skutkiem obfitych opadów atmosferycznych występujących wzdłuż wybrzeży Peru i Północnego Chile w Ameryce Południowej jako skutek rozwinięcia dodatnich anomalii temperatury wód powierzchniowych Oceanu kiedy daje o sobie znać El Nino. El Nino - dzieciątko ziemskiego klimatu.
".. w ciągu całego tygodnia całą krainę pokrywają żyzne pastwiska. Rozrastają się stada, a bawełna rośnie tam, gdzie przez wiele lat żadna wegetacja nie była możliwa..."
- pisał w 1925 roku oceanograf R. C. Murphy. Krótki okres spowodowany przez ciepły prąd El Nino, był dla wybrzeży Peru, Ekwadoru i północnego Chile Anios do abudancia - latami obfitości.
Na podstawie analizy próbek raf koralowych stwierdzono, że ciepłe wody El nino pojawiały się przez cały przebadany okres obejmujący kilkaset lat. Cofnięto się jeszcze bardziej w czasie, gdy zaczęto badać stratygrafię osadów w dolinach peruwiańskich rzek. Na osady charakterystyczne dla El Nino natknięto się w przekrojach warstw pochodzących nawet sprzed naszej ery - z całej epoki holoceńskiej. Jednak w większości wypadków nie były to ślady użyźniających glebę ulew, lecz olbrzymich powodzi.
Skoro El Nino wywoływało tak potężne skutki na wybrzeżach peruwiańskich, to zmiany temperatury powierzchniowej wód Pacyfiku musiały odbijać się zjawisko dawało znać o sobie na wielu kontynentach - było widoczne w południowo-wschodniej Azji, Australii i Oceanii, południowej Afryce oraz w obu częściach Ameryki.
W październiku 1982 roku grupa ekspertów spotkała się w Princetown (USA), aby stworzyć projekt światowego programu badań. W tym samym czasie na obszarze Pacyfiku rozwinął się kolejny El nino, najpotężniejszy w bieżącym stuleciu.
W roku tym warstwa ciepłych wód mająca około 150 m głębokości pojawiła się u wybrzeży Ameryki Południowej trzy miesiące wcześniej. Temperatura wody wzrosła raptownie o 4 oC. To wystarczyło, aby kontynent został ogarnięty kataklizmem - gwałtowne ulewy, które spłukiwały olbrzymie ilości użyźniających nawozów do ciepłego morza, niespotykane powodzie, lawiny błotne grzebiące domy i ludzi, zniszczone plantacje bananów i kakao. Wzdłuż wybrzeża szerzyła się epidemia tyfusu i zachorowania spowodowane salmonellą. Umierało życie w przegrzanych, powierzchniowych wodach oceanu. Polipy i koralowce przestawały nadbudowywać rafy i atole, zanikały żyjące z nimi w symbiozie zielone pola alg. Z łowisk znikły sardele, z braku ryb - ptaki morskie.
Wreszcie, nagromadzone trzy miesiące wcześniej u wybrzeży Ameryki Południowej ciepłe wody zaczęły przemieszczać się z powrotem na zachód i w grudniu napłynęły w zachodnie rubieże oceanu.
Z początkiem nowego roku gwałtowne burze nadciągnęły nad wschodnia Australię. W wyniku sztormów i burz piaskowych zamierało życie. Wszędzie wybuchały pożary. A potem, w marcu, nadeszły gwałtowne deszcze i powodzie. Szalały też one już od dwóch miesięcy w Kaliforni. I tam dotarło w końcu wielkie rozchwianie pacyficznej pogody. Generując tropikalne cyklony wysyłało je nad Atlantyk.
Owo globalne rozprzężenie ogarnęło także Afrykę Południową sprowadzając głęboka suszę.
Dopiero w połowie 1983 roku warunki pogodowe zaczęły wracać do normy, Podsumowano skutki:
- zginęło przeszło 1100 osób a dziesiątki tysięcy straciło dach nad głową, milionom zagroziło widmo głodu. Straty wyniosły ponad 10 mld $.
|
|
|